piątek, 18 sierpnia 2017

tym razem Orla Perć puściła.

kilka tygodni temu próbowałem zmierzyć się ze szlakiem który od jakiegoś czasu miałem w głowie i chciałem go przejść. chodzi o tatrzańską Orlą Perć. gdy podchodziłem do niej pierwszy raz mimo, że było już lato, to odpuściłem w okolicach Małego Koziego Wierchu. wybrałem się bardziej z ekwipunkiem na letnią wycieczkę niż zimową i to był wówczas mój błąd. nie zabrałem ze sobą raków ani czekana, a zalegający jeszcze miejscami śnieg wystarczająco mnie zniechęcił do prób i niepotrzebnego ryzykowania. 
poczekałem i się doczekałem - tym razem warunki były prawdziwie letnie i udało mi się przejść ten bardzo fajny i ciekawy szlak wspinaczkowy w Tatrach Wysokich.
zapraszam na krótką relację fotograficzną.

Tatry Wysokie - Orla Perć - 14.08.2017 r. - Nokia Lumia 920
trasa mojej wycieczki przebiegała następująco - start z parkingu w Kuźnicach - przed Dolinę Jaworzynki do Hali Gąsienicowej - Czarny Staw Gąsienicowy - Zawrat - Mały Kozi Wierch - Kozi Wierch - Granaty - Przełącz Krzyżne - zejście do Murowańca szlakiem żółtym obok Czerwonego Stawu i stamtąd powrót do auta w Kuźnicach przez halę i Dolinę Jaworzynki. 
Hala Gąsienicowa przywitała mnie wybornie...

opisów, zdjęć i filmów z Orlej Perci jest w sieci na pęczki. moje foty pokazuję chronologicznie tak jak przebiega czerwony szlak - fociłem tam gdzie mi się podobało lub gdzie czekałem w "korku" albo na wierzchołkach czy przełęczach. po prostu - zdjęcia oddają kolejno etapy wędrówki  


ludzi sporo, szlak miejscami się "korkował" ale całe szczęście nie tak jak to pokazywano np. na Giewont, ale mimo to były momenty że trzeba było swoją chwilę odczekać.

ciekawy, wspinaczkowy szlak aczkolwiek po tym wszystkim co widziałem w sieci, czego się nasłuchałem to spodziewałem się czegoś dużo trudniejszego, z większymi ekspozycjami. absolutnie nie lekceważyłem i nie lekceważę tego szlaku - czuję do niego dużą pokorę ale po prostu spodziewałem się większych trudności po tym wszystkim czego dowiadywałem się wcześniej o Orlej  
myślę, że nie jest to wiele trudniejszy szlak niż np. na Rysy, Kościelec czy Przełęcz pod Chłopkiem - na pewno jest dłuższy i ekspozycji jest więcej z tegoż powodu, ale żeby był trudniejszy to nie wiem czy bym zaryzykował takie stwierdzenie





ogólnie rzecz ujmując piękny szlak, wspinaczkowy z licznymi zabezpieczeniami w postaci łańcuchów, klamer, drabin itp. jednak dla turysty chodzącego od jakiegoś czasu po Tatrach nie będzie on stanowił specjalnego utrudnienia. to wciąż SZLAK TURYSTYCZNY a nie nieoznaczona droga wspinaczkowa  








 



na koniec tuż przed Przełęczą Krzyżne zrobiłem jeszcze sześć pionowych kadrów z których złożyłem panoramę zaprezentowaną poniżej
ogólnie - piękny widokowo, ciekawy, z licznymi zabezpieczeniami szlak wspinaczkowy. może nie na pierwszy czy piąty raz w Tatrach ale jednak też nie jest to coś czego trzeba się bać - naprawdę polecam wszystkim którzy mają opory przed Orlą Percią po obejrzeniu filmów z YouTube z dramatyczną muzyką w tle. nie taki diabeł straszny... myślę, że wszystko fajnie i dokładnie oraz bardzo celnie opisała i pokazała ekipa "Ale lufy" w odcinku pod tym linkiem - polecam serdecznie.

do następnego razu!
salute
 
 

niedziela, 18 czerwca 2017

Mała Fatra dziś znów nie do końca łaskawa

dzisiaj to był mój drugi raz w tym pięknym regionie Słowacji. drugi i znów niewiele mogłem zobaczyć i nacieszyć oczy tym co Mała Fatra oferuje turystom. no cóż - nic na to nie poradzę. jedyne co sobie mogę obiecać to to, że się nie poddaję. może za trzecim razem będę mógł podziwiać już nieco odleglejsze panoramy niż te na 40-50 metrów.
bardzo ciekawy szlak podobny do Perci Akademików - tego na naszą Babią Górę. miejscami zabezpieczenia dodają smaczku. naprawdę fajna wycieczka. zapraszam na krótką relację poniżej. 

Mała Fatra - 18.06.2017r.
Stefanova - Medziholie - Wielki Rozsutec - Stoh - Medziholie - Stefanova
Nokia Lumia 920
jak wyruszyłem padał deszcz i wszystko było otoczone ni to mgłą, ni to nisko zawieszonymi chmurami. ogromnie wilgotne powietrze i jego mała przejrzystość wysyciła zieleń roślin leśnych. wszystko to wyglądało niemal bajecznie
powyższe zdjęcie to przełęcz Medziholie. stąd w lewo idziemy na Wielki Rozsutec, a w prawo na górę Stoh
tutaj już kilka zdjęć z końcowej części podejścia pod Wielki Rozsutec - 1610 m n.p.m. zabezpieczone miejsca łańcuchami i stalowymi drabinkami dodają nieco smaczku podczas wchodzenia



widoczność jak była (albo jakiej nie było) to widać (albo nie widać właśnie)


sam wierzchołek z tabliczką, krzyżem i tablicą pamiątkową upamiętniającą Jana Pawła II. szybkich kilka zdjęć, wpis do zeszytu i zaczynam schodzić

na koniec jeszcze rzut oka na wierzchołek
po zejściu do przełęczy jest jeszcze wcześnie. postanowiłem, że wejdę na górę o nazwie Stoh. widoczność się nic nie poprawiła. zdjęcie na szczycie i schodzę w dół
dopiero po kolejnej godzinie i zejściu już sporo niżej niebo zaczęło się nieco rozpościerać - coś zaczynało być widać. ja jednak byłem coraz bliżej parkingu i samochodu, a chciałem wrócić wcześniej niż zwykle by uniknąć dzisiejszych popołudniowych korków przy powrotach z długiego weekendu
tu zobaczyłem go pierwszy raz w niemal całej okazałości
a gdy byłem na parkingu to pokazał się już naprawdę cały tylko "z głową w chmurach". fajna wycieczka mimo nie najlepszej pogody
no i oczywiście Subaryna musiała się na fotę załapać!
to tyle z dzisiejszego wyjazdu. mam nadzieję, że gdy będę tam następnym razem to będę mieć choć trochę więcej zdjęć pokazujących to co widać z któregoś z wierzchołków w paśmie Malej lub Wielkiej Fatry...
do zobaczenia wkrótce!

piątek, 16 czerwca 2017

klasycznie


cóż pisać - klasyk lat 80-tych ubiegłego wieku. aparat bardzo wdzięczny w użytkowaniu - trwały, łatwy w obsłudze i posiadający wszystko co potrzeba i bez zbędnych "wodotrysków". nierzadko również używany przez zawodowców jako korpus zapasowo-rezerwowy dla puszek z jeszcze wyższej półki jak np. F4 czy F5. zapraszam do obejrzenia następcy modelu F-501



Nikon F-801s + Nikkor 35mm f=1:2 D
odporny mechanicznie przez co zyskał sobie wielu profesjonalnych zwolenników. do tego naprawdę zaawansowane funkcje (jak np. najkrótszy czas otwarcia migawki 1/8000 sek. co świadczyło już niejako o zacięciu profesjonalnym) i mamy receptę na bardzo udany aparat fotograficzny
mocowanie obiektywu typu Nikon F zapewnia dostęp do całej gamy najróżniejszych szkieł.
ten egzemplarz nie jest w idealnym stanie wizualnym - ma odrapania, jakieś ubytki lakieru ale technicznie jest w sanie nienagannym. wszystko pracuje tak jak powinno 

kamera jest dość ciężka, ale wg mnie nie zbyt ciężka i bardzo dobrze leży w dłoni. wszelkie ważne funkcje są wyprowadzone osobnymi przyciskami na korpus przez co dostęp do nich jest łatwy i szybki
aparat zasilany jest tanimi bateriami AA w liczbie 4 - czyli tradycyjne "paluszki". z wad kamera ma dość głośny system automatycznego nastawiania ostrości AF - przynajmniej w połączeniu ze starszymi obiektywami bez własnego silnika tylko ze sprzęgiełkiem tzw. "śrubokrętem"
różne tryby pracy, samowyzwalacz, podgląd głębi ostrości, sekwencja naświetlań, kompensacja ekspozycji czy różnego rodzaju przesuw filmu (ciągły szybki i wolny, pojedynczy) to tylko niektóre z ważnych funkcji. ogromną zaletą wersji z literką "s" w nazwie jest realizowanie punktowego pomiaru światła z ang. spot.



korpus z mojego zbioru ma nr seryjny 3298638, a obiektyw - tradycyjna 35-tka ze światłosiłą f=1:2 była już kiedyś prezentowana na stronach tego bloga. jej nr seryjny to 327404

sądząc po stanie zużycia newralgicznych miejsc korpusu jak migawka czy płytka dociskająca film, aparat nie był zbyt mocno eksploatowany - co oczywiście cieszy. naprawdę wszystkie te w/w elementy wyglądają co najmniej bardzo dobrze jak na ponad 35-letni aparat fotograficzny... 

oryginalnym dodatkiem do tego korpusu był piękny pasek Nikona wraz z zatyczką na wizjer przydatny np. przy korzystaniu z długich czasów naświetlania - fajny i nieczęsto spotykany gadżet! 
to tyle na temat tego klasycznego aparatu - jestem przekonany, że dobrze użytkowany, odpowiednio konserwowany i właściwie przechowywany będzie z powodzeniem działał jeszcze długie, długie lata...
do zobaczenia następnym razem.